logo maciej bukowski

Autor

Ze snu wyrwało mnie jedno Słowo

 

Pan od  religii  powrócił  wykończony  ze szkoły.   “Cholerne dzieciaki” –  pomyślał.   Przekroczył  próg  domu,  buty  zgubił   w przedpokoju, koszulę i spodnie w dużym pokoju i wylądował w łóżku. Chwilę później odpłynął… Ze snu wyrwało go jedno jedyne Słowo, które odmieniło jego życie.

Postanowił sprawdzić, czy był to zwykły sen, czy może coś więcej. Wpadł na pomysł, że musi po prostu poradzić się znajomych. Ale jedni go wyśmiali, inni byli zbyt poważni na takie pomysły, jeszcze inni przyjęli to z bezkrytycznym entuzjazmem. Podejrzewał, że ci ostatni zachowali dla siebie, co tak naprawdę myślą, bo go lubili i nie chcieli go zasmucać. Postanowił więc sprawdzić swój sen na najbardziej szczerych, wręcz naiwnych w swej prostocie odbiorcach.

Gdy pan od religii przekroczył próg klasy, nie zapowiadało się nic szczególnego. Dzieciaki z czwartej podstawowej zachowały w pamięci wiele nudnych katechez, na których dla zabicia czasu odrabiały zadania z polskiego lub matematyki. Tym razem jednak nie zdążyły się znudzić. Katecheta rozpoczął lekcję inaczej niż zwykle.

W klasie zapanowała cisza jak za czasów, gdy nikt jeszcze nie słyszał o wychowaniu bezstresowym. Pan od religii zaczął snuć opowieść wprowadzającą w temat lekcji. Nawet największy łobuz klasowy zrezygnował z obcięcia nożyczkami warkocza koleżanki siedzącej w ławce przed nim i słuchał z wypiekami na twarzy.

„Chcemy co lekcję taką historyjkę!!!” – zawyrokowały dzieci. I wtedy się zaczęło: pan od religii opowiadał co katechezę. Dzieciaki uzależniły się od tych historyjek. Czasem wszystkie słuchały w skupieni, innym razem wybuchały salwy śmiechu. Nikt nie chciał wyjść do toalety, co w czasie nudnych lekcji zdarzało się masowo. Najwięcej wzruszeń przynosiły nauczycielowi szczere reakcje słuchaczy. Nigdy nie zapomni widoku łez spływających po twarzy pewnej dziewczynki, która przysłuchiwała się historii o Julii i Andrzeju…

Opowieści tak bardzo rozpalały młode serca, że dzieciaki dawały temu wyraz na każdym kroku. Pewnego dnia, gdy nauczyciel spieszył korytarzem na lekcję, łobuzerki stojące pod klasą padły na kolana i oddawały mu pokłony. Innym razem, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, pewna uczennica podarowała mu bombkę choinkową własnej roboty. Co jakiś czas przed lekcjami dostawał smaczne cukierki…

Ze snu wyrwało go jedno Słowo i poszedł za Nim w nieznane. Musiał porzucić wszystko, co znał i kochał. Ze złamanym sercem rozstał się ze swoimi uczniami… W zaciszu pokoju przez rok tworzył powieść; tworzył według sprawdzonych metod, tych samych, które zadziałały w szkole. Pisał lekko i wciągająco, z humorem. Jego powieść stała się nie tylko rozrywką w dobrym stylu. Bez wątpienia lektura podnosiła na duchu i miała walory edukacyjne.

Założył działalność gospodarczą, aby wydać powieść  za własne oszczędności. W końcu przestał odczuwać smutek z powodu utraty stałego kontaktu ze słuchaczami. W jego sercu zagościła radość. Pierwsi czytelnicy zrekompensowali mu poniesiony trud i utwierdzili w przekonaniu, że warto było pójść za tym jednym słowem-wezwaniem: „Pisz!!!”.

Młody pisarz odkrył, że tak naprawdę nikogo nie stracił. Kto wie, może za kilka lat dostanie maila od swojej uczennicy, wówczas już żony i matki, która mimo krzątania się od kołyski do piekarnika, znajdzie czas na lekturę „Chełmżyńskiej krwi”? A przewracając kolejne strony powieści, uroni radosne łzy, te same co niegdyś w salce katechetycznej, gdy przysłuchiwała się opowieściom pana od religii…